Rola dziadków w rodzinie

Małgorzata Rybak
knowledge

Pojawienie się wnuków wyznacza nowy etap w życiu dotychczasowych rodziców dorosłych dzieci – zyskują dodatkową tożsamość „dziadków”. I choć z dumą powiadamiają znajomych, że narodził się wnuczek czy wnuczka, to moment jest o tyleż ekscytujący, co napełniający obawą. „Czy jako dziadkowie odnajdziemy się w rodzinie naszych dzieci? Czy będziemy potrzebni? A może będą względem nas konkretne oczekiwania pomocy?” Potrzeba wiele spraw poukładać na nowo.

Gdy potrzeba sobie ustawić na nowo zadania i priorytety, w naszej książce proponujemy zapytanie samych siebie: kim jestem? Bo choć bardzo chcielibyśmy wykrzyknąć światu: „Mam wnuka!” – albo nawet chwalimy się już dużym w tym zakresie dorobkiem: „Mam siedmioro wnucząt”, to jednak wnuki, podobnie jak nasze dzieci, nie są czymś, co posiadamy. Mimo, że niefortunny zwyczaj językowy pozwala na formułowanie myśli w ten sposób, ludzi nie można „mieć”, ale można być z nimi w relacji. W relacji z wnukami jestem „dziadkiem” lub „babcią”. Gdy tak pomyślę o sobie, mogę łatwiej podjąć refleksję o tym, kim chciałbym dla nich być.

Jednak w pytaniu o to, kim jesteśmy, trzeba zrobić dwa kroki wstecz. Jeśli mój współmałżonek żyje – jestem najpierw żoną swojego męża i mężem swojej żony. I moje własne małżeństwo jest pierwszym miejscem budowania rodzinnego szczęścia. Jeśli chciałoby się uciec do wnuków, by w nowej rodzinie córki czy syna znaleźć tę satysfakcję, która gdzieś się zgubiła we własnym małżeństwie, warto jednak się zatrzymać. Czy wyczerpaliśmy możliwości odnowienia naszej miłości? Czy nie padliśmy ofiarą naszych uprzedzeń i sądów? Czy nie wsadziliśmy współmałżonka do szuflady, na której powiesiliśmy tak negatywne etykiety, że męczy się w niej okropnie? Czy to, że ze sobą nie rozmawiamy, nie wynika z tego, że zgubiliśmy gdzieś zachwyt nad naszymi różnicami i stały się one już tylko katalizatorem wiecznego gderania, a wtedy stronimy od siebie po prostu? A może po odejściu dzieci z domu jeszcze nie odnaleźliśmy siebie na nowo i zostały nam dwie kanapy przed dwoma telewizorami w oddzielnych sypialniach, z pomostem w postaci kuchni, gdzie musimy się spotkać, by nie umrzeć z głodu?

Żaden wiek nie jest zbyt późny, by się w sobie z powrotem zakochać. Narodziny wnuków mogą stać się punktem zwrotnym, gdy zdecydujemy się na wyjazd we dwoje, by uczcić naszą rocznicę ślubu (zawsze też zapraszamy na warsztaty dla małżeństw naszej Fundacji – najstarsi uczestnicy mieli 59 lat stażu małżeńskiego i byli zachwyceni, ile jeszcze przed nimi). Dlaczego to takie ważne? Czy wnuki nie powinny otrzymać całej naszej uwagi?

Małżeństwo jest fundamentalne dla funkcjonowania rodziny, także wielopokoleniowej. Do końca naszych dni, uczy nas otwierania się na odmienność i dawania siebie drugiemu, zamiast pretensji, zawiedzionych oczekiwań i roszczeń. Gdy kiedyś odwiedzą nas wnuki, albo poczują się u nas komfortowo, albo wyczują atmosferę napięcia między nami i nie będą rozumiały, czemu babcia i dziadek nie są względem siebie życzliwi.

Zanim staniemy się „dziadkami”, jesteśmy małżonkami i rodzicami swoich dzieci. I w tym kluczu możemy odnaleźć pierwsze zadanie dziadków: wspierać małżeństwo naszych dzieci. Wtedy damy naszym wnukom najpiękniejszy prezent, jakim jest troska o jedność ich rodziców, ponieważ one mogą się dobrze rozwijać jedynie w domu przepełnionym miłością i zrozumieniem.

Co oznacza wspieranie małżeństwa naszych dzieci? To znaczy, że stajemy zawsze po stronie małżeństwa, a nie jednego z małżonków, oraz że nie robimy rzeczy i nie mówimy słów, które godzą w zięcia czy synową, naruszają dobre imię, sprawiają przykrość. Być może nasz syn uwielbia rolady wołowe, ale wydzwanianie do niego, by wstąpił po drodze z pracy, bo właśnie lądują na stole, jest krecią robotą względem jego małżeństwa. Podobnie mama, która codziennie musi spędzić godzinę na rozmowie telefonicznej z córką – nie daje jej wolności skupienia się na własnej rodzinie.

Ta troska czasem będzie polegała na nierobieniu czegoś: niewyrażaniu własnego zdania, gdy mielibyśmy ochotę krytykować pomysły naszych dorosłych dzieci czy zięcia lub synowej. Ale też nie pozwalamy, by syn czy córka wplątywali nas do sytuacji konfliktowej jako stronę czy omawiali z nami wady współmałżonka, szukając w nas potwierdzenia, że racja leży po ich stronie.

Wspieranie jest okazywaniem na wszystkie sposoby, że jesteśmy po waszej stronie i chcemy, by się wam rzeczywiście jak najlepiej ułożyło. To takie gesty, jak zajęcie się wnukami, by ich rodzice mogli razem wyjść na randkę. Dla ich relacji jest to nieodzowne, a przy dużym obciążeniu pracą i wychowywaniem dzieci będzie pierwszą pozycją do wykreślenia z listy spraw pilnych – bo zawsze znajdą się inne pilniejsze. Niestety, sprawy naprawdę ważne niezwykle rzadko są pilne, dlatego zaczynają upominać się o siebie dopiero, gdy dochodzi już do kryzysu (ten pojawi się niechybnie, gdy małżonkowie nie mają czasu dla siebie). Czy możemy być dziadkami tak nietuzinkowymi, że raz w miesiącu umożliwimy naszym dzieciom wyjście do kina czy kawiarni z voucherem w postaci kilku godzin naszej opieki nad dziećmi?

Szacunek dla nowej rodziny będzie także związany z przestrzeganiem umów dotyczących diety dzieci czy czasu spędzanego przed telewizorem. Fantastycznym darem dla nowej rodziny swoich dzieci jest… stworzenie atmosfery zaufania. Gdy nasza córka i jej mąż będą czuli się przez nas akceptowani i szanowani – będą w naszym domu częstymi i serdecznymi gośćmi. Dziadkowie naprawdę nie muszą się starać zastępować rodziców, ponieważ mają do odegrania zupełnie inną, niezwykłą rolę. Wcale nie wtedy, gdy staną się hurtowymi dostawcami słodyczy i zamienią swój dom w kino domowe z bajkami dostępnymi przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie muszą przekupywać wnuków, by „wkraść się w ich łaski”. Wystarczy, że będą tym, kim są.

Dziadkowie wplatają dzieci w narrację międzypokoleniową. To oni opowiadają anegdoty z życia prababci i pradziadka, przywołując obecność bliskich, których z nami na tym świecie już nie ma. Dzięki nim możliwe jest budowanie wspólnej rodzinnej pamięci  – gdy wnuki potem będą mogły odnaleźć się na szerszej mapie pokoleń i mieć świadomość własnych korzeni.

Dziadkowie są także stróżami tradycji naszej rodziny. Dzięki nim święta zachowują koloryt szczególnych zwyczajów, na które się czeka cały rok. Dziadek, który przynosi największą choinkę i babcia, która pięknie nakrywa stół, ofiarują dzieciom i wnukom w prezencie wspomnienia. Te składają się na duchowe bogactwo, którego nic nam nie odbierze, a zarazem pomagają w przyszłości tworzyć tradycje własnego domu. I te kulinarne, ale też i jednoczące nas w świętowaniu, jak śpiewanie kolęd i wspólna modlitwa.

To dziadkowie służą rodzinie mądrym dystansem, cierpliwością i wyrozumiałością – sami bowiem doświadczyli już w życiu tyle, że obce będą im pochopne sądy. Dziadek i babcia mogą w swoim domu stworzyć oazę spokoju i czasu, który płynie wolniej, a przez to może bardziej być spożytkowany na zabawę, rozmowę i wspólne działanie. Z dziadkami, którzy donikąd nie pędzą i są w stanie podarować małym dzieciom sto procent swojej uwagi, wnuki mają szansę odkryć radość po prostu „bycia”. Dziś całe szkolenia i treningi są poświęcane „uważności” – i to jakiś smutny znak czasów, bo przecież powinna być naszą codzienną kompetencją. „Uważność” – to bycie tu i teraz, w oglądaniu świata, w zachwycaniu się nim, w nazywaniu zjawisk i uczuć. To robienie tylko jednej rzeczy na raz, za to w skupieniu, które pozwala nie tylko ją rozpocząć i skończyć, ale także się nią cieszyć.

Dziadek i babcia potrafią słuchać i odpowiadać na dziesiątki pytań, zadawanych przez maluchy. Umieją również uruchamiać wyobraźnię – kojarzyć kształty chmur, snuć opowieść o tym, co robi biedronka, kiedy wróci do domu. Otwierać przed dziećmi świat książek, najlepiej czytanych razem na fotelu zamiast oglądania telewizora. Dziadek w swoim garażu wytłumaczy cierpliwie, jak działa kosiarka, babcia – włączy w lepienie klusek i smażenie faworków. Przy dziadkach wnuki mogą uczyć się przyjaźni z osobą starszą od siebie, będącą jednocześnie naturalnym autorytetem, ale i mentorem, który w nie wierzy i inspiruje. Choć więc dziadkowie nie powinni i nie są w stanie zastąpić rodziców w zadaniu wychowania dzieci, mogą je wspaniale i w jedynie sobie dostępny sposób uzupełniać i ubogacać.

Rola dziadków jest tak nieoceniona równie dlatego, że jeśli jest właściwie podjęta i przeżywana sprzyja klimatowi przyjmowania na świat kolejnych dzieci. Małżeństwo „kryzysujące”, niemające dla siebie czasu, nie będzie zainteresowane większą dzietnością. Małżeństwo wspierane, które może liczyć także na pomoc dziadków (niezwiązaną z postawami dominacji, wtrącania się czy szantażu), będzie wiedziało, że doświadczy wsparcia także wtedy, gdy pojawi się kolejne dziecko. Bardzo często małżonkowie, którzy mieszkają daleko od swych rodziców, doświadczają boleśnie, jak trudno jest być zdanymi wyłącznie na siebie w opiece nad dziećmi, zwłaszcza gdy zdarzają się sytuacje awaryjne (np. jedno dziecko ma gorączkę, a drugie trzeba odebrać ze szkoły, zaś jedno z rodziców wyjechało służbowo). Pomoc dziadków jest w takich sytuacjach nieoceniona, choć nie chodzi o to, by wyręczali nas z rodzicielskich obowiązków. Z punktu widzenia psychologii rozwojowej, najlepiej gdy do trzeciego roku życia malcem zajmuje się mama i tę więź trzeba zabezpieczyć, na ile to tylko możliwe.

Może się jednak zdarzyć, że dziadkowie nie będą chcieli być dziadkami. Trzeba się wtedy zapytać siebie samych, dlaczego? Czy z powodu jakiegoś problemu zdrowotnego czy finansowego? Czy może mama jest kobietą aktywną i obawia się utraty niezależności? A może nasza niesłowność zniechęciła dziadków – gdy umawialiśmy się, że „podrzucimy małą na pół godziny”, a nie było nas całe przedpołudnie? Na pewno warto podjąć szczerą rozmowę na temat roli dziadków i ich samopoczucia, oczekiwań i możliwości.  I nie obrażać się na rzeczywistość, jeśli z jakichś względów dziadkowie nie będą mogli pomóc naszej rodzinie. Tak jak w świecie biznesu „z niewolnika nie ma pracownika”, podobnie wymuszona opieka nad dziećmi odbije się niekorzystnie na wszystkich stronach.

Gdy mamy to szczęście, że dziadkowie aktywnie wspomagają naszą rodzinę, ważne jest, by wiedzieli o tym, że robią coś ważnego i nie czuli się traktowani instrumentalnie. Ich pomoc, która nam się nie „należy”, ale która jest wynikiem ich dobrowolnego działania, zasługuje na sygnały uznania i wdzięczności. One też będą sprzyjały utrzymaniu dobrych wzajemnych relacji.

 

 

Ratunku! Moje dzieci mnie nie słuchają!
Czytaj
Samotność rodzica nie musi być przekleństwem?
Czytaj
Samotny okręt wolności na morzu absolutyzmu
Czytaj
Zobacz więcej

Wykonanie: CzarnyKod