Samotność rodzica nie musi być przekleństwem?

Agnieszka Caban
knowledge

Samotność ma wiele imion. Samotna matka lub ojciec, choć przebywają na co dzień z kimś bardzo bliskim – ich własnym dzieckiem – to jednak w realiach życia odczuwają samotność jako podwójnie dotkliwą i rzeczywistą. Przeżywają z jednej strony  samotność swojego  dziecka, które albo nie ma drugiego rodzica, albo kontakt z nim jest daleko odbiegający od potrzeb, a z drugiej strony sami są osamotnieni w swojej życiowej misji, jaką jest wychowanie dziecka, a czasem również utrzymanie.

Nawet najszczersze intencje i intensywne starania nie zastąpią obecności rodzica drugiej płci. W prawidłowym rozwoju dziecka potrzebni są oboje rodzice: dziecko ma prawo mieć mamę i tatę, wychowywać się w kochającej, szanującej się rodzinie, która buduje trwałe, silne więzi i głębokie relacje, dzięki którym będzie ono zdolne do tworzenia podobnych w życiu dorosłym.

Tymczasem życie pokazuje, jak wiele wśród nas jest dzieci opuszczonych, nie brak półsierot (faktycznych i tych, których rodzic wyjechał na zarobkową emigrację), dzieci, których rodzice poszukują „szczęścia” w kolejnych związkach. Obraz staje się bardzo przykry, gdy dodać do tego izolację czy ostracyzm, z jakimi muszą się spotykać liczni samotni rodzice. Z jednej strony dużo mówi się o ochronie życia, a z drugiej wciąż okazuje się wiele wzgardy samotnym matkom, które przecież świadomie wybierają życie, mimo że wiąże się to z licznymi, trudnymi dla nich konsekwencjami. Ich samotność może być bardzo głęboka i dolegliwa. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy należy się szacunek każdej kobiecie spodziewającej się dziecka, polecam lekturę książki Brygidy Grysiak Wybrałam życie.

Samotność wdów lub wdowców z małymi dziećmi, zmuszonych godzić żałobę, a często głęboką depresję i traumę, z byciem rodzicem na pełny etat i pracę zawodową na drugi, to kolejna odsłona samotności, która mimo obecności bliskich osób dla innych ludzi wydaje się trudna do zniesienia.

Samotność starszych rodziców, których dzieci pozostają pod opieką osób obcych lub nawet bez opieki, co często ma miejsce na Zachodzie, łaknących odrobiny miłości i zainteresowania też wydaje się być porażką ery tylu udogodnień komunikacyjnych. Rozejrzyjmy się w naszych środowiskach – mamy realny wpływ na to, jak traktujemy samotne osoby, jak wyrażamy się o dzieciach i rodzicach, którzy nie tworzą pełnych rodzin. Nie chodzi o to, by pochwalać czyjekolwiek złe wybory życiowe, ale by zamiast oceniać i wyrokować być człowiekiem. Każdy z nas ma na swoim koncie niewłaściwe wybory. Niech nie wydaje nam się, że „nic nie możemy zrobić”, że to nie nasza sprawa.

Pozbawionego realnego wpływu ojca chłopcu inny mężczyzna – sąsiad, wujek, dziadek, trener, ojciec chrzestny, nauczyciel, instruktor harcerski – może przez swoją obecność i zainteresowanie nadać męską siłę i przywrócić godność. Warto ten proces przeanalizować z perspektywy  filmu takiego jak Odważni (2011). Sam ojciec też, o ile żyje, może nadać męską siłę synowi, wcześniej złamanemu i odrzuconemu (Królestwo niebieskie, 2005). Podobnie dziewczynka łaknie akceptacji ojca, dostrzeżenia jej piękna i nazwania go. Jeśli ojciec tego nie robi, może wykorzystać to jakiś  mężczyzna, który  nie ma szlachetnych zamiarów. Ojciec chroni swoją córkę, jej godność, z siłą, z jakiej sobie niestety często nie zdaje sprawy.

Jeśli go brak, trzeba koniecznie postąpić podobnie, jak w przypadku chłopca, ale misja ta będzie przebiegała zupełnie w innym kierunku. Polecam książki Stacy i Johna Eldredge’ów oraz broszurkę Uzdrawiająca moc ojcowskiego błogosławieństwa Lindy Schubert. Jeśli ojca „nie stać”, niech będzie stać inną osobę, która może być mentorem takiego dziecka. Może jesteś nią TY, drogi czytelniku. Dzieci samotnych rodziców bardzo potrzebują dobrego wzoru kogoś drugiego odmiennej płci, kogoś, na kogo mogą liczyć, spędzać z nim czas. Zagrożeniem jest też nadopiekuńczość niektórych samotnych matek, które przejawiają silną tendencję do budowania bardzo silnych więzi z dzieckiem, aby zrekompensować mu brak ojca.

Nadmierna chęć „ochraniania” może prowadzić do odcinania się od matki, a nawet agresji czy  izolacji. Jeśli dziecko to syn, może to objawiać się takimi skutkami, jak wypaczenia w pojmowaniu roli kobiety w związku, i grozi trudnościami w przyszłych relacjach uczuciowych syna z kobietami. Żona może być dla niego nie tyle partnerką życiową, co matką „pocieszycielką” i „pogromczynią problemów”. Bierność, niedojrzałość i wybujały egocentryzm dorosłego syna z pewnością nie są celami wychowawczymi samotnej mamy, ale musi być ona świadoma niebezpieczeństwa płynącego z dobrych intencji. Nie brak jej przecież innych problemów – od finansowych po zawodowe, społeczne, lokalowe, szkolne i dolegliwy brak czasu na pogodzenie tego wszystkiego z wartościowym czasem dla dziecka.

Kobiety opuszczone lub rozwiedzione noszą też często w sobie bardzo negatywny obraz mężczyzn i, świadomie lub nie, przekazują go dziecku, izolują je lub mocno ograniczają kontakt z ojcem. Brak ojca w rodzinie nie jest obojętny. Może zaburzać przygotowanie dziecka do pełnienia roli związanej z płcią. Chłopiec poznaje wówczas tylko kobiece wzorce zachowania i nie może konfrontować się z męskimi zachowaniami, a dziewczynka w okresie dorastania pozbawiona jest możliwości wypracowania obrazu męża na podstawie ojcowskiego wzorca.

Samotnym ojcem był Karol senior Wojtyła. Niech to rodzi w nas nadzieję, że choć życie nie szczędzi przeciwności, dzieci samotnych rodziców mogą być szczęśliwe, mądre i dobre. I choć Leonardo da Vinci był nieślubnym dzieckiem, co niezwykle utrudniało mu kształcenie się i rozwój osobisty, został jednak znanym po dziś dzień malarzem, architektem, filozofem, muzykiem, pisarzem, odkrywcą, matematykiem, mechanikiem, anatomem, wynalazcą, geologiem i jeszcze w dodatku rzeźbiarzem.

Osobiście bardzo lubię historię samotnej mamy Sonyi Carson, której syn Ben, początkowo uznawany za najsłabszego w szkole ucznia, nie przyjął stanowiska Naczelnyego Lekarza USA, choć doradzał prezydentom nie tylko w dziedzinie medycyny, ale i ekonomii. Jako światowej sławy neurochirurg dziecięcy wolał zostać ze swymi małymi  pacjentami – jako pierwszy na świecie zaczął przeprowadzać udane operacje usunięcia połowy mózgu u dzieci i rozdzielił zrośnięte mózgami niemowlęta. Ben jest „przemiłym, kulturalnym, niezwykle skromnym człowiekiem”. Wyrósł w rozbitej rodzinie, w slumsach, wśród przemocy i przestępstw… Co zrobiła dla niego jego matka? Przeczytacie Państwo w jednej z moich ulubionych książek Wychowanie  przez czytanie Ireny Koźmińskiej i Elżbiety Olszewskiej.

 

Wywiad z ks. Łukaszem Chruścielem – Organizatorem Marszu dla Życia i Rodziny
Czytaj
Samotny okręt wolności na morzu absolutyzmu
Czytaj
Mamo, ratuj!
Czytaj
Zobacz więcej

Wykonanie: CzarnyKod