Minister Nowacka zaostrza kurs. Rodzice mówią: dość!

Opublikowano: 2026-04-20

8316

Szanowni Państwo,

Czy czują się Państwo „szurią”? Wariatami? Fanatykami?

Proszę dobrze się zastanowić, bo być może są Państwo zaliczani do takiej grupy przez… Minister Edukacji Barbarę Nowacką.

Jakiś czas temu w wywiadzie dla Polsat News określiła ona tym mianem rodziców, którzy zgłaszają zastrzeżenia wobec jej flagowego projektu, czyli edukacji zdrowotnej.

To słowa, które trudno zignorować.

Minister edukacji uważa, że troska o własne dzieci, ich kształcenie i wychowanie to skrajne, niebezpieczne myślenie, oparte na teoriach spiskowych, a nie wiedzy naukowej.

To pogardliwe podejście do rodziców to nie tylko jednorazowa, niefortunna wypowiedź. To sygnał głębszego problemu – braku szacunku dla podstawowego prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Bo minister Nowacka najwyraźniej uważa, że rodzice, którzy mają wątpliwości wobec propagowanych na tym przedmiocie treści, są nie tylko „zacofani”, ale wręcz niekompetentni, by decydować o dobru swoich pociech.

Dlatego podejmuje kolejne kroki, by – ośmielę się użyć tu dobitnych słów – odebrać wszystkim rodzicom pełnię władzy rodzicielskiej.

Decyzją ministerstwa od początku kolejnego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym – choć na razie z wyjątkiem komponentu związanego z edukacją seksualną. Dokładnie przed tym od miesięcy ostrzegaliśmy polskich rodziców!

Działania minister Nowackiej są jednak wyjątkowo przebiegłe. I niestety obawiam się, że mogą rzeczywiście uśpić ich czujność.

Dlatego proszę Państwa o wyjątkową mobilizację! Jeśli chcemy ochronić dzieci przed systemową deprawacją dokonywaną w szkołach, nie możemy czekać, aż zapowiedzi ministerstwa się urzeczywistnią. Nasza zdecydowana reakcja jest potrzebna już dziś!

To, co dzieje się wokół edukacji zdrowotnej, to jeden wielki chaos.

Najpierw przedmiot miał być obowiązkowy.

Później – pod wpływem presji wywołanej przez Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą aktywnie współtworzymy (pikiety w wielu miastach, liczne spotkania z rodzicami) – ministerstwo ugięło się i w tym roku szkolnym przedmiot jest w szkołach obecny jako nieobowiązkowy.

I – co tu dużo mówić – okazał się wielkim niewypałem.

Bo choć ministerstwo odgórnie zapisało na edukację zdrowotną wszystkich uczniów, składając na barki rodziców obowiązek ich ewentualnego wypisania z zajęć, niewiele to dało.

Z przedmiotu, który jest najważniejszym projektem pani minister, wypisano ponad 2 000 000 dzieci. W niektórych województwach skala rezygnacji sięgała nawet 80%!

Trudno wyobrazić sobie wyraźniejszy znak sprzeciwu. Ale to zamiast stać się dla minister impulsem do otrzeźwienia, jedynie wzmogło jej rewolucyjny zapał.

Stało się więc dokładnie to, przed czym ostrzegałem Państwa już kilka miesięcy temu.

Minister Edukacji Barbara Nowacka ogłosiła właśnie – tradycyjnie, w telewizyjnym wywiadzie, a nie drogą oficjalną – że od września edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w całej Polsce. Jednak pomna przykrych doświadczeń, tym razem zapowiada, że „respektując pewne konstytucyjne uwarunkowania i presję części środowisk” podzieli przedmiot na dwie części, a tematy z zakresu seksualności będą dobrowolne i wciąż będzie można wypisać z nich swoje dziecko.

Czy to Państwa uspokaja?

Bo mnie absolutnie nie.

Myślę, że to wbrew pozorom nawet bardziej niebezpieczna sytuacja. A ten chaos wokół zajęć tylko utrudni rodzicom zrozumienie tego, co tak naprawdę się dzieje.

I o to właśnie chodzi.

W opisach entuzjastów edukacji zdrowotnej wszystko wygląda pięknie.

Dzieci będą uczyć się o znaczeniu aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania, co jest przecież niezwykle istotne, bo polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Dowiedzą się też o tym, jak zachować higienę cyfrową i jak dbać o balans między życiem wirtualnym a realnym. Wspaniale! Nie mógłbym tego krytykować, skoro sam odwiedzam szkoły, opowiadając o tym uczniom.

A jeśli Twój, rodzicu, światopogląd nie pozwala Ci na to, by dziecko uczyło się o seksualności, możesz przecież wypisać je z tej części.

Pozornie wygląda „OK”, ale cała sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.

Edukacja zdrowotna ma stać się przedmiotem częściowo obowiązkowym – ale jednocześnie pozbawionym jasno określonych granic.

W praktyce dostaniemy więc… jajko-niespodziankę.

Z zewnątrz wygląda niegroźnie, ale w gruncie rzeczy nie wiemy, jaka jest jego zawartość.

Przypomnę, że w tej chwili ministerstwo nie zaprezentowało ani podstawy programowej tego hybrydowo-obowiązkowego przedmiotu, ani podręczników, z których będą korzystać uczniowie.

I rzeczywiście – ta część treści, którą nam się pokazuje, jest neutralna, a nawet pozytywna. Ale to nie znaczy, że tak wygląda całość. Obok nieszkodliwych i potrzebnych tematów pojawiają się również treści wchodzące w obszar wychowania i przekazywania wartości, niestety często podszyte określoną ideologią. I to właśnie w działaniach ministerstwa edukacji jest najbardziej niebezpieczne – bo usypia czujność.

Gdzie przebiegnie granica pomiędzy treściami obowiązkowymi, a tymi, które będą tylko fakultatywne? Co zostanie uznane za „związane z seksualnością”, a co nie?

Przykładowo: tematy „orientacji seksualnej” i „tożsamości płciowej” z dużym prawdopodobieństwem nie wejdą do działu edukacji seksualnej, ale do kategorii praw człowieka i przeciwdziałania dyskryminacji, nie zostaną więc wyłączone z obligatoryjnego zakresu materiału.

A co z treściami związanymi z budowaniem relacji?

Tematy dotyczące rozwodów czy nowych związków obecnie przewidziane są do realizacji już w klasach IV–VI. Czy zostaną wciągnięte na listę tematów nieobowiązkowych, czy jednak dziecko w szkole podstawowej będzie uczone akceptacji rozwodów, tymczasowości związków i formatowane do tolerancji „różnych typów rodzin”?

Powtórzę: rodzice nie wiedzą, czego dokładnie będą uczyć się ich dzieci. Rodzic, którego dziecko dziś „robi sałatki” w ramach lekcji o zdrowym żywieniu, jutro może być zaskoczony, jakie treści zostaną wprowadzone – i jak głęboko będą ingerować w proces wychowania.

Nawet podejmując środki ostrożności i wypisując swoją pociechę z części nieobligatoryjnej, czyli edukacji seksualnej, rodzice nie mają pewności, czy w części obowiązkowej nie zostaną przemycone treści, przed którymi chcieli chronić dziecko.

Postawmy sprawę jasno: to po prostu masowe ograniczenie władzy rodzicielskiej.

Co więcej – o tym, w jakim zakresie ta władza zostanie ograniczona, zdecyduje zespół ekspertów, którego skład wiele mówi o tym, jakie mogą przyświecać mu cele.

Przewodniczącym zespołu został prof. Zbigniew Izdebski, znany seksuolog, ale też wieloletni współpracownik Instytutu Kinsey’a (którego patron sfałszował badania, by udowodnić, że homoseksualizm i rozwiązłość są bardzo powszechne).

W skład zespołu wchodzi również Antonina Kopyt, edukatorka seksualna i autorka książek dla dzieci, w których tłumaczy najmłodszym m.in., „czym jest tożsamość płciowa, kim jest osoba transpłciowa, a kim niebinarna, a także czym jest interpłciowość”.

Myślę, że podobnie jak ja, widzą już Państwo kierunek działań Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Obowiązkowa edukacja zdrowotna bez komponentu związanego z seksualnością to tylko przykrywka, która ma uspokoić sumienia rodziców, którzy zostaną zmuszeni oddać wychowanie swoich dzieci i kształtowanie ich systemu wartości w tak ważnych kwestiach gronu „edukatorów” pod wodzą ekspertów o oczywistym zaangażowaniu ideologicznym.

Co więcej, jestem pewien, że i to jest tylko kolejny mały krok prowadzący do celu.

Ale przypuszczam, że na kolejne nie będziemy czekać długo – w przypadku korzystnego dla minister Nowackiej wyniku wyborów w 2027 roku, zapewne tylko do następnego roku szkolnego po wyborach.

Dlatego jeśli chcemy chronić nasze dzieci, musimy działać już dziś!

Musimy wyprzedzić działania ministerstwa, póki mamy na to czas.

Podstawy programowe zostaną najprawdopodobniej opublikowane dopiero latem. W podobnym czasie poznamy zapewne podręczniki do nowego przedmiotu.

Tylko powiedzmy sobie szczerze: jak wielu Polaków zainteresuje się tym tematem w wakacje? Ilu rodziców zada sobie trud zapoznania się z prawdziwymi treściami z obowiązkowego zakresu w momencie, gdy do rozpoczęcia zajęć pozostaną zaledwie dni?

Wówczas uświadomienie osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i wychowanie dzieci o tym, co naprawdę kryje się pod pozorem „kompromisowego” rozwiązania z niepełną obowiązkowością edukacji zdrowotnej, będzie skrajnie trudne. A możliwość przeprowadzenia skutecznego obywatelskiego oporu – znacznie mniejsza.

Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na podjęcie działań już teraz.

Przypomnę, że od miesięcy jeździmy po całej Polsce, odwiedzając szkoły i rozmawiając z rodzicami na temat zagrożeń zawiązanych z reformami obecnego ministerstwa edukacji. Wiem, że te spotkania przynoszą skutek: coraz więcej rodziców, wychowawców i nauczycieli dołącza do grona osób świadomych tego, że zmiany w polskich szkołach nie idą w dobrym kierunku.

Wraz z kilkudziesięcioma organizacjami społecznymi współpracujemy także w ramach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, a nasze działania są solą w oku ministerstwa.

Nie dość, że zatrzymaliśmy narzucenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, to skutecznie hamujemy też całą „Reformę 26. Kompas jutra”, o której destrukcyjnych założeniach pisałem Państwu w jednym z poprzednich maili. Jeszcze w grudniu ubiegłego roku uczestniczyliśmy w spotkaniu w Pałacu Prezydenckim, które poskutkowało wetem dla tego szkodliwego projektu.

Wystosowaliśmy również petycje do rządzących z apelem o poszanowanie zasady pierwszeństwa wychowawczego rodziców i niewprowadzanie obligatoryjnej edukacji zdrowotnej czy o ochronę lekcji religii w polskich szkołach, a także wzywające do odwołania minister Nowackiej w związku z jej destrukcyjnymi działaniami w resorcie edukacji oraz haniebną wypowiedzią na temat istnienia „polskich nazistów”.

Ale dziś potrzebujemy mocniejszych działań!

Pani minister musi znów dobitnie usłyszeć głos polskich rodziców, dziadków, pedagogów i nauczycieli. Najwyraźniej zdążyła bowiem zapomnieć, że w sprawie edukacji zdrowotnej pokazaliśmy jej już czerwoną kartkę.

Dlatego już w maju chcemy zorganizować protest, który przypomni minister Nowackiej, że my, rodzice, nauczyciele i osoby odpowiedzialne za dobro dzieci nie zgadzamy się na narzucanie im treści, które wchodzą w obszar wychowania i przekazu wartości bez zgody rodziców.

Nie zgadzamy się na systemową deprawację i działania, które pod pozorem edukacji próbują kształtować postawy młodego pokolenia w jednym, ideologicznym kierunku.

Nie zgadzamy się także na odbieranie rodzicom ich naturalnej roli i odpowiedzialności.

Aktualnie w gronie naszych Przyjaciół z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły doprecyzowujemy jeszcze szczegóły tej akcji, dlatego dokładniejsze informacje będę mógł podać Państwu w kolejnych listach.

Jednak w naszych działaniach w obronie polskiej edukacji i praw rodzin – zwłaszcza ze względu na ich pilność i brak czasu na długie przygotowania – bardzo potrzebujemy Państwa wsparcia.

Wspieram Obronę Polskiej Szkoły

Oczekujemy od Ministerstwa Edukacji realnych, odpowiedzialnych działań, które będą odpowiadały na rzeczywiste problemy polskiej szkoły.

Polska edukacja potrzebuje dziś wsparcia tam, gdzie naprawdę ono jest konieczne – w poprawie jakości nauczania, wzmocnieniu roli nauczyciela, budowaniu bezpiecznego i stabilnego środowiska dla rozwoju dzieci i młodzieży. Tymczasem zamiast tego obserwujemy działania, które wprowadzają chaos, budzą niepokój rodziców i wchodzą w obszary, które powinny pozostać w gestii rodziny.

Nie zgadzamy się na ideologizację szkoły. Nie zgadzamy się na rozwiązania, które pod pozorem „nowoczesności” będą w rzeczywistości szkodzić dzieciom – wprowadzając treści nieadekwatne do ich wieku, podważając autorytet rodziców i ingerując w proces wychowania.

Szkoła powinna wspierać rodziców – nie ich zastępować. Powinna edukować – nie wychowywać według jednej, narzuconej wizji świata.

Dlatego będziemy konsekwentnie domagać się zmian, które służą dzieciom i rodzinom, a nie lewicowym ideologom.

Marcin Perłowski

Dyrektor Centrum Życia i Rodziny