Z ludzi ufnej wiary

Marcin Perłowski, Centrum Życia i Rodziny
knowledge

Atmosfera rodzinnego domu i wydarzenia z okresu dzieciństwa wykuły w Stefanie Wyszyńskim ten hart ducha, dzięki któremu przeprowadził polski Kościół w najczarniejszych godzinach i zasłużył na miano Prymasa Tysiąclecia.

Ojciec Księdza Prymasa, Stanisław Wyszyński, pochodził z Gaci niedaleko Kamieńczyka. Od dziecka pasjonował się muzyką, dlatego zdecydował się kształcić w tym kierunku i po zdaniu wszystkich egzaminów, uzyskał tytuł organisty. Najpierw pracował w Gałkówku pod Łodzią, lecz ze względu na swoje patriotyczne przekonania musiał stamtąd uciekać przed aresztowaniem. Osiadł w Prostyni niedaleko Małkinii Górnej. Tam poznał Juliannę Karp i 4 maja 1899 r. ożenił się z nią.   

Dzieciństwo Matki Księdza Prymasa nie było sielankowe. Urodziła się 27 września 1877 r. w miejscowości Fidest k. Wyszkowa w rolniczej rodzinie. Kiedy miała 11 lat, umarła jej mama – Aniela. Niedługo potem ojciec ponownie ożenił się, lecz wkrótce zmarł. Macocha przejęła majątek i nie okazała litości pasierbom – piętnastoletnia Julianna wyjechała do Warszawy i podjęła pracę jako pomoc domowa.  

Po ślubie para młoda zamieszkała w niedalekiej Zuzeli nad Bugiem, gdzie Stanisław otrzymał posadę organisty i pisarza. Wkrótce urodziła się ich pierwsza córka, Anastazja. 3 sierpnia 1901 r. o godzinie 3:00 urodziło się ich drugie dziecko – syn Stefan 

Urodziłem się na styku Podlasia z Mazowszem mówił Ksiądz Prymas – pamiętam do dziś dnia ludzi prostych, których obserwowałem jako chłopiec. Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą. 

Wpatrzeni w oblicza Matki

Na jednej ze ścian ówczesnego domu Wyszyńskich – parafialnej „organistówki” – wisiały dwa oblicza Matki Najświętszej – to z Jasnej Góry i to z Ostrej Bramy. 

I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej wspominał Ksiądz Prymas. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego jedna jest czarna, a druga biała? 

Julianna i Stanisław żywili w sercu głęboką miłość do Matki Najświętszej, wykraczającą ponad codzienne akty modlitewne. 

Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka – do Ostrej Bramy – mówił podczas jednego z kazań Ksiądz Prymas. Razem się potem schodzili w nadbużańskiej wiosce, gdzie urodziłem się, i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek. Ja, mały brzdąc, podsłuchiwałem, co stamtąd przywozili. A przywozili bardzo dużo, bo oboje odznaczali się głęboką czcią i miłością do Matki Najświętszej i jeżeli co na ten temat ich różniło, to wieczny dialog: która Matka Boża jest skuteczniejsza, czy Ta, co w Ostrej świeci Bramie, czy Ta, co Jasnej broni Częstochowy? 

Stanisław Wyszyński z racji swoich licznych funkcji był w tamtym okresie mocno zaangażowany w rozbudowę Kościoła w Zuzeli. Ksiądz Prymas zapamiętał taki obraz ojca 

Wiele razy znajdowałem mojego Ojca, którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy – właśnie tutaj, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Tu spędzał chwile wolne od licznych prac przy budowie kościoła. Nie rozumiałem wtedy, dlaczego mój Ojciec tyle czasu klęczy przed tym obrazem. Dziś to rozumiem, bo widziałem, że był wierny darowi modlitwy do ostatnich swoich dni. 

Głęboka miłość do Bożej Rodzicielki, której towarzyszyła gorliwa modlitwa – ten charakterystyczny rys duchowości Prymasa Tysiąclecia jest niewątpliwym dziedzictwem wiary rodziców. Za ich przykładem, on także w każdym momencie życia zawierzał wszystko Matce Najświętszej: i swoją posługę, i trud więzienia, i wreszcie – cały naród w Jasnogórskich Ślubach Narodu. 

Patrioci 

Oprócz wizerunków Matki Bożej w organistówce Wyszyńskich wisiały portrety Tadeusza Kościuszki i księcia Józefa Poniatowskiego. Dla nas po Bogu, największa miłość to Polska! – powie Ksiądz Prymas po latach, jakby nawiązując do hierarchii, która panowała w jego rodzinnym domu.  

Jednym z głównych mebli w domu Wyszyńskich była biblioteczka: pełna literackiej klasyki, tchnąca patriotyzmem. To z niej Stanisław brał książkę ukazującą historię Polski w 24 obrazkach, by uczyć Stefana miłości do narodu 

Była to książka zabroniona, nie wolno było przechowywać jej w domu, ale ojciec był człowiekiem tak oddanym sprawom Narodu, że narażając się na prześladowania, nie lękał się uczyć swoich dzieci historii Polski, choćby potajemnie wspominał Ksiądz Prymas.  

Lecz organista budował w synu ducha patriotycznego nie tylko przez lekturę, ale też podtrzymując pamięć o bohaterstwie powstańców styczniowych. 

Nocą mój ojciec zabierał mnie nieraz w odległe lasy – opowiadał Kardynał Wyszyński. Jechało z nim zawsze razem kilku miejscowych zaufanych gospodarzy. Stawiali krzyże na drogach i różnych kopcach. Wracaliśmy w zupełnym milczeniu, nigdy nie wolno było o tym mówić ani słowem. 

Mimo takiej atmosfery domowej, przyszły błogosławiony zachowywał się... niezbyt grzecznie. Jego kolega z ławki w zuzelskiej szkole, Franciszkowi Jastrzębskiemu, wspominał: 

Stefan nie był od razu taki święty! Lubił dziewczęta ciągnąć za włosy. A jeśli nie chcieliśmy, aby była klasówka, wylewaliśmy atrament z kałamarzy albo zapychaliśmy go bibułą. 

Również podczas zabaw w domu zdarzało mu się też dokazywać siostrom. Sam wspominał, że kiedyś puściły mu nerwy i porwał, i spalił w piecu ich lalki. Gdy ojciec chciał go ukarać, siostry stanęły w jego obronie, prosząc o ułaskawienie słowami „On się poprawi, nawróci…”. 

Testament 

W 1910 r. Wyszyńscy opuścili Zuzelę. Stanisław przyjął bowiem propozycję pracy w parafii św. Bartłomieja w Andrzejewie – łączyło się to i z wyższym wynagrodzeniem, i z lepszymi warunkami lokalowymi. Było to istotne, gdyż Wyszyńscy spodziewali się narodzin kolejnego dziecka.  

Na początku października Julianna urodziła Zosię. Niestety, w wyniku powikłań po porodzie ciężko zachorowała.  

Matka moja umierała prawie miesiąc – wspominał Ksiądz Prymas. My, dzieci, siedząc w szkole, z lękiem nadsłuchiwaliśmy, czy nie biją dzwony kościelne. Dla nas byłby to znak, że matka już nie żyje. 

W tamtym czasie ojciec wysłał jedną z sióstr do szkoły, aby przyprowadziła Stefana do domu. Ten, myśląc, że mama umiera, chciał natychmiast biec do domu, lecz takiej samowoli sprzeciwił się rosyjski nauczyciel. Nie powstrzymał jednak przyszłego Prymasa, który, wychodząc z klasy zapowiedział, że już nigdy do tej szkoły nie wróci.  

Umierająca Matka przekazała jednak synowi swoją ostatnią wolę co do jego życia i powołania. 

Kiedyś po powrocie ze szkoły stanęliśmy wszyscy przy jej łóżku, a matka zwróciła się do mnie słowami: Stefan, ubieraj się. Ponieważ była jesień, koniec października, zrozumiałem, że mam gdzieś iść. Włożyłem palto. Spojrzała na mnie i powiedziała: Ubieraj się, ale nie tak, inaczej się ubieraj. Zwróciłem na Ojca pytające oczy. Odpowiedział mi: Później ci to wyjaśnię… 

Julianna Wyszyńska umarła 31 października, a 5 dni później umarła jej nowo narodzona córka.  

Trudno opisać smutek, pustkę i żałość, gdy po pogrzebie Matki wróciliśmy z Ojcem z cmentarza do pustego domu – wspominał Prymas. Zdawało się, że ustało wszelkie życie. 

Choć nie miał jeszcze dziesięciu lat, to był to punkt zwrotny w życiu Stefana. Ból po śmierci Matki ziemskiej sprawił, że jego synowskie serce jeszcze mocniej przylgnęło do Matki Niebieskiej. Bliskość z Matką Niebieską doprowadziła Stefana, by wypełnił „testament” Matki ziemskiej i zaczął ubierać się inaczej: wpierw w czerń kapłańskiej sutanny, a potem w kardynalski szkarłat. 

Lecz był to dla niego niejako koniec sielskiego, radosnego dzieciństwa. Wkrótce Stefan opuścił rodzinny dom, by uczyć się w Warszawie, gdzie zastał go wybuch wojny. Potem uczęszczał do szkół w Łomży i Włocławku, a dom odwiedzał w czasie przerw od nauki. 

Jednak często w myślach wracał do – jak nazywał je Ksiądz Prymas – najszczęśliwszych lat życia spędzonych w Zuzeli. Bo ta codzienna rodzinna modlitwa na kolanach, potajemna nauka historii Polski, nocne wyprawy dla uczczenia powstańców uczyniły z cichego, choć czasem psotliwego, chłopca nieulęknionego patriotę, który przeprowadził Ojczyznę, Naród i Kościół przez mroki komunizmu. 

 

Nie wiedziałam, że tata jest naukowcem. Jérôme Lejeune – przyszły francuski święty
Czytaj
Jak Prymas bronił Kościoła
Czytaj
Jakim jestem rodzicem? Obowiązkowy test dla każdego rodzica
Czytaj
Zobacz więcej

Wykonanie: CzarnyKod