Gwiazda Polaków: król Jadwiga

Michał Wałach
knowledge

Węgrzy mają świętego Stefana, Czesi świętego Wacława, a Rusini świętego Włodzimierza. Polakom zaś przyszło czekać na króla wyniesionego na ołtarze cztery wieki, zaś sama kanonizacja odbyła się ponad tysiąc lat po chrzcie Mieszka I. Co więcej, ów król to… kobieta!

Tak się złożyło w historii Europy Środkowej i Wschodniej, że w wielu nowo ochrzczonych państwach monarcha szybko zostawał ogłoszony świętym. Dzięki temu Kościół na danym terenie stawał się bliższy ludowi, bardziej „nasz”, a ludzie, modląc się za wstawiennictwem rodaków, nie traktowali chrześcijaństwa jako obcego.

Jedyny kraj w regionie, który nie powtórzył tego scenariusza, to Polska. U nas tę religijną a zarazem polityczną funkcję pełnił najpierw święty Wojciech (z narodowości Czech), a później święty Stanisław. Byli to jednak biskupi, a nie monarchowie, którzy realnie kierowali losem państwa.

Żyły oczywiście w Polsce królewskie lub książęce żony i matki, wynoszone na ołtarze. To jednak – z politycznego punktu widzenia – wciąż nie to samo. Wszystko zmieniła młoda, ale doskonale wykształcona i życiowo dojrzała kobieta. Kobieta, nie ma co ukrywać, postawna. I to nie tylko na warunki średniowieczne, ale i współczesne.

Jadwiga Andegaweńska, córka króla Węgier Ludwika a zarazem prawnuczka króla Polski Władysława Łokietka, nie odziedziczyła wzrostu po pradziadku. Przeciwnie – wedle jednych z XX-wiecznych badań mogła mieć nawet 180 cm wzrostu. Była przy tym kobietą urodziwą, jednak to nie wygląd sprawił, że została nazwana „Gwiazdą Polaków”.

Zresztą początkowo nic nie wskazywało, że jej blask rozświetli akurat nasze królestwo. Mający same córki król Węgier i Polski Ludwik zabiegał o uzyskanie dla nich zgody na sukcesję. O ile nad Dunajem sprawa nie była bardzo kłopotliwa, o tyle w Polsce prawo nie przewidywało możliwości dziedziczenia przez kobiety. Nadwiślańskich możnych Ludwik przekonał dopiero przywilejem koszyckim. W ten sposób król mógł przekazać tron w Krakowie jednej ze swoich córek. Jednak nie od razu wybór padł na Jadwigę. Monarcha najpierw myślał o Katarzynie, a gdy zmarła – o Marii. Ostatecznie jednak ta druga została na Węgrzech, a do Polski przyjechała Jadwiga, która została… królem.

Polskie prawo nie przewidywało możliwości władania przez królową. Dlatego też węgierska księżniczka z francuskiej dynastii, o – tak naprawdę – silnie piastowskim pochodzeniu i dobrej znajomości polskiej kultury, została właśnie królem. Nasz monarcha miał w chwili koronacji zaledwie 10 lat. Nie był to jednak wielki kłopot. Nie zdecydowano się nawet na powołanie regenta, gdyż „wszystko co mówiła lub czyniła znamionowało sędziwego wieku powagę” – pisał kronikarz Jan Długosz.

Prawdziwym kłopotem okazała się kwestia wyboru dla Jadwigi małżonka oraz fakt, że od 4. roku życia… miała w pewien sposób męża. Została bowiem zaręczona z Wilhelmem Habsburgiem na – dość powszechnej na średniowiecznych dworach – zasadzie sponsalia de futuro (zaręczyny na przyszłość). Taki układ oczywiście można było zerwać. Gdyby jednak narzeczeni zdecydowali się zostać małżeństwem, to niepotrzebna była dodatkowa ceremonia, a jedynie zgoda obydwojga na skonsumowanie związku (najwcześniej po osiągnięciu tzw. wieku sprawnego).

Gdy po koronacji Jadwigi polskie elity sprzeciwiły się wprowadzeniu Niemca na tron i wysunęły kandydaturę litewskiego księcia Jagiełły, Wilhelm przybył do Krakowa. Habsburg został jednak wygnany z grodu Kraka, a niektóre źródła twierdzą, że Jadwiga rozpaczała z powodu utraty narzeczonego z dzieciństwa, a nawet – zdaniem Jana Długosza – próbowała toporem rozwalić wawelską bramę, aby uciec z Wilhelmem. To świadectwo (kronikarz urodził się już po śmierci Jadwigi) jest podawane w wątpliwość, podobnie jak tezy o fizycznym dopełnieniu małżeństwa między Węgierką a Niemcem. Zdaniem wielu historyków tego typu pogłoski wraz z oskarżeniami o grzech bigamii rozpowszechniali sami Habsburgowie, zawiedzeni rozwojem sytuacji. Ostatecznie Wilhelm otrzymał – zgodnie z ustaleniami z chwili zawarcia zaręczyn – 200 tys. florenów odszkodowania z tytułu rezygnacji strony z planowanego małżeństwa. Kwotę wypłacił Jagiełło, który po chrzcie w Kościele rzymskokatolickim i ślubie z królem Jadwigą rozpoczął rządy jako Władysław II, najdłużej – jak się później okazało – panujący w Polsce monarcha. Aż do śmierci w roku 1399 królem była również Jadwiga.

Nie była ona jednak wyłącznie tłem dla litewskiego męża. Przeciwnie – to raczej Władysław pozostawał w cieniu żony olśniewającej cnotami: mądrością, rozwagą, dobrocią i wszelkimi innymi przymiotami, jakie charakteryzują niezwykłego władcę. Ze swojej kobiecej natury, która w wiekach średnich mogła stanowić kłopot w realnym rządzeniu, Jadwiga uczyniła prawdziwy atut. Umiejętności, talenty i cechy typowe dla dobrego monarchy wzbogaciła bowiem o wrażliwość, zrozumienie, empatię.

Jej troskę o poddanych najlepiej obrazuje krakowska legenda: Jadwiga zapragnęła zobaczyć budowę ufundowanego przez nią i męża kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (dziś bazyliki) na Piasku. W owym czasie była to dzielnica poza murami miejskimi, dziś – ścisłe centrum. W trakcie wizytowania miejsca dostrzegła smutnego kamieniarza. Zapytany, wyjaśnił przyczyny bólu: choroba żony, obawa o jej zdrowie i życie oraz o los małych dzieci. Królowa zlitowała się nad losem mężczyzny, którego nie było stać na leczenie ukochanej. Postawiła stopę na kamieniu i odpięła od trzewika złotą klamrę. Drogocenną ozdobę podarowała rzemieślnikowi, zaś w kamieniu, o który oparła swoją nogę pozostał – wedle jednej z wersji legendy – ślad królewskiej stopy. Został on wmurowany w ścianę kościoła i znajduje się w Krakowie do dziś, podobnie jak pamięć o wielkim sercu wawelskiej pani.

„Widzieliśmy, że była matką duchownych, dobrodziejką wdów, pocieszycielką sierot, tarczą ubogich, ucieczką pokrzywdzonych, orędowniczką odsuniętych sprzed oblicza naszego króla” – powiedział współczesny Jadwidze Stanisław ze Skarbimierza, zauważając, że król-kobieta cechowała się nie tylko wrażliwością, ale i pobożnością. To jednak nie jedyne powody, dla których zapisała się złotymi zgłoskami w dziejach Królestwa.

Była bowiem – w pełnym tego słowa znaczeniu – mężem stanu. Swoją decyzją o małżeństwie z Jagiełłą związała Polskę z Litwą, zaś Kościołowi otworzyła możliwość nawrócenia ostatniego europejskiego narodu brodzącego w mrokach pogaństwa. Jadwiga wraz z mężem odnowiła również jedno z najważniejszych dzieł Kazimierza Wielkiego – Akademię Krakowską, nazwaną w wieku XIX na cześć królewskiej pary Uniwersytetem Jagiellońskim. Dzięki tej decyzji na nowo można było kształcić elity, bez których błyskawiczna zamiana podrzędnego i podzielonego państwa najpierw w stabilne królestwo, a potem w europejskie mocarstwo, nie byłaby możliwa. Umocniony organizm zdolny był oprzeć się krzyżackiej sile, a także zhołdować Mołdawię. Ponadto król-kobieta sama dowodziła wyprawą wojenną mającą na celu odzyskanie z rąk Węgrów Rusi Czerwonej. Rewindykacja zakończyła się sukcesem – i to niemal bez walk!

„Widzieliśmy, jak roztropna była w radzie, jak przewidująca w przedsięwzięciach, z jaką gorliwością starała się zachować wszystko, co umacniało potęgę Korony Polskiej” – mówił  Stanisław ze Skarbimierza, pierwszy rektor Akademii Krakowskiej po odnowieniu uczelni przez Jadwigę, a zarazem jej spowiednik, w kazaniu wygłoszonym na pogrzebie króla-kobiety.

„Gwiazda Polaków” – jak głosi napis na wawelskim nagrobku Jadwigi – zgasła bardzo szybko, w wieku około 25 lat. Powodem śmierci były komplikacje okołoporodowe. „Niedługo kwitła lilia Wawelu, ale jakimż blaskiem niepospolitym” – pisał o Jadwidze prof. Feliks Koneczny. Znając jej życie i dokonania ciężko się z nim nie zgodzić.

Mimo że już XIV-wieczny wawelski kanonik ze Skarbimierza był przekonany, że Jadwiga znalazła się w niebie, to na jej beatyfikację czekać przyszło Polakom aż do 1979 r., zaś na kanonizację do 1997 r. Stosowne decyzje podejmował św. Jan Paweł II, który zauważył, że „Polska na każdym etapie swoich dziejów musi stwierdzać, że była i jest sobą w znacznej mierze przez Jadwigę”.

 

Masz prawo do reklamacji!
Czytaj
List do kobiety
Czytaj
Szczęśliwa córka, która ma szczęśliwych rodziców!
Czytaj
Zobacz więcej

Administratorem Twoich danych jest Fundacja Centrum Życia i Rodziny >>KLIKNIJ i dowiedz się więcej o ochronie Twoich danych.<<

Wykonanie: CzarnyKod